Reżyserowi Alfonso Cuarón’owi udało się stworzyć zapierające dech w piersi widowisko, które pod względem efektów specjalnych i zdjęć, może spokojnie konkurować z Avatarem. Idealne pod względem technicznym. Oglądając film w 3D czuć niesamowitą głębię i bezkres kosmosu, wszechogarniającą – fascynującą i zarazem przerażającą – pustkę. Człowiek to tak naprawdę malutka nic nieznacząca istotka, która nie ma szans na przetrwanie w tak niesprzyjających warunkach, na wysokości 350 km powyżej atmosfery. Niesamowite widoki to jednak nie wszytko, co Grawitacja ma do zaoferowania, chociaż genialne zdjęcia i efekty specjalne, towarzyszyły mi przez całe 90 minut seansu.

Film opowiada pełną dramaturgii historię, o przetrwaniu w tych, ekstremalnie niesprzyjających do życia warunkach. Historię pełną zwrotów akcji, momentami zaskakującą, która od początku do samego końca trzyma w napięciu. Opowiedzianą w taki sposób, że nawet zacząłem się w pewnym momencie zastanawiać, czy skończy się standardowo jak większość Hollywoodzkich produkcji – happy endem – czy może jednak nie. Nie zdradzę wam końcówki ale powiem, że nieco mnie rozczarowała.
Podróż w kosmos za cenę biletu do kina.
Jeżeli chodzi o aktorów, to obydwoje wypadli bardzo pozytywnie. Tak, przez cały film na ekranie zobaczymy tylko dwójkę głównych bohaterów i głos Eda Harrisa w tle. Przez moment pojawia się jeszcze Paul Sharma, ale powiedzmy, że on się za dużo nie nagrał. Sami bohaterowie, to akurat najsłabsza strona Grawitacji. Zarówno Sandra Bullock jak i George Clooney, świetnie odegrali swoje role, i chyba dzięki ich zdolnościom aktorskim, zdarzyło mi się nawet wzruszyć w jednym czy dwóch momentach. Bo scenarzyści w tym aspekcie się nie popisali. Chodzi o to, że ciężko było mi się „zżyć” z bohaterami. Bardzo mało wiadomo o ich przeszłości i powodach, dla których znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji. W pewnym momencie widz dowiaduje się co nieco o życiu Ryan Stone (Sandra Bullock, tak wiem debilne imię dla kobiety, ale jej tatuś podobno zawsze chciał mieć synka…), ale nawet wtedy jakoś ciężko „w nią uwierzyć”. Matt Kowalsky (George Clooney), nie zdradza nam dosłownie nic, odnośnie swojego życia osobistego. Co absolutnie nie przeszkadza w polubieniu tego gościa.

Fenomenalnym efektom wizualnym przez cały czas towarzyszy dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Stevena Price’a. Muzyka jeszcze bardziej uwydatnia widzowi wrażenie, że kosmos jest jednocześnie piękny i przerażający. Nie jest to ścieżka dźwiękowa, którą dodam do swojej playlisty, ale do Grawitacji pasuje idealnie.
Podsumowując Grawitacja to wizualne arcydzieło, idealne pod względem technicznym i nawet największe słabości scenariusza, czy brak realizmu (to nie jest przecież dokument popularno-naukowy), nie są wstanie zakłócić odbioru tego filmu. Pod warunkiem, że jest oglądany na wielkim ekranie.
Grawitacja
1h30m
Science-fiction
Cuaron
niesamowite zdjęcia
zapierające dech w piersiach efekty specjalne
dramaturgia
muzyka
świetne kreacje Sandry Bullock i Georga Clooney'a
sztampowa końcówka

